Katalog książek [powrót]
Szukaj książki wg autora lub tytułu   
Saga o jarlu Broniszu. Tom I. Zrękowiny w Uppsali
Władysław Jan Grabski

cena: 34.90 DO KOSZYKA

ISBN 978-83-7674-432-2
[EAN 9788376744322]

Data wydania: 2015
Wymiary: 145x205 mm
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka + skrzydełka
Kategoria: historia

SAGA O JARLU BRONISZU TO JEDNA Z NAJLEPSZYCH POLSKICH POWIEŚCI HISTORYCZNYCH!
NIESAMOWITY ŚWIAT SKANDYNAWSKICH WOJOWNIKÓW. KRÓLESTWO MĘŻNYCH RYCERZY. OKRĘTY PEŁNE DZIKICH ZBROJNYCH DRUŻYN. POTĘŻNI WŁADCY. WIELKA POLITYKA I WIELKA MIŁOŚĆ.
Około roku 970 duński król Harald Sinozęby opanował bogate słowiańskie grody u ujścia Odry. Założył tam pod Wołyniem (Wolinem) potężną warownię Jomsborg i osadził w niej drużynę wikingów.
W swych zwrotnych łodziach zapuszczali się oni w głąb zatok i w górę rzek, rabując, gwałcąc i mordując. Rozboje północnych najeźdźców ukrócił w końcu potężny władca Słowian Mieszko, który podporządkował sobie Jomsborg.
Kilka lat później, w roku 995, ówczesny władca Polski, Bolesław Chrobry, namiestnikiem nad warownią mianuje krewniaka Piastów, dobrze znanego również władcom Północy młodego rycerza imieniem Bronisz...


Ukryj fragment

PRZEDMOWA
Tytuł „Sagi” ukształtował się w takich okolicznościach: W 1942 roku, podczas okupacji niemieckiej, zwróciłem się do zarekwirowanej przez hitlerowców w Warszawie Księgarni „Gebethner i Wolff” z prośbą o sprowadzenie dla mnie z Jeny wydawnictwa Thule: „Altnordische Dichtung und Prosa”.
Księgarz, starszy, o inteligentnej twarzy Niemiec, chętnie podjął się tego, chwaląc znane mu wydawnictwa. Zapisał sobie, co trzeba i na ostatek spytał o mój dokładny adres i nazwisko. Usłyszawszy je zagadnął z pewnym zażenowaniem:
— Nie jest pan chyba Polakiem, doktorze?…
— Owszem, jestem Polakiem.
Księgarz na to skrzywił się i cofnął:
— Leider, nie będę mógł załatwić tego zamówienia.
— Czemu? — Zaniepokoiłem się. — Mogę zapłacić całą należność z góry…
Niemiec zesztywniał i wyrecytował apodyktycznym tonem!
— Polacy nie potrzebują studiować! Wystarczy, jeżeli uczeni niemieccy zechcą zajmować się waszymi dziejami!
Nie podjąłem z nim dyskusji na ten temat. Jeszcze by wpadł na pomysł przekazania mego adresu Gestapo…
Wyszedłem z księgarni nieco oszołomiony. Mimo czwartego roku okupacji tego jeszcze się nie spodziewałem. Obrażone myśli skowytały: … Wasze dzieje Polacy… Nasze dzieje!… Zajmowali się nimi Dytmary, Słowajscy, Brackmany, na własną chwałę i pożytek! Zapewne! Mają prawo Francuzi krzepić się bohaterstwem swojego Rolanda, wolno Niemcom upajać się heroiczną legendą Nibelungów, mogą Rosjanie czcić Pieśń o Igorze, Norwegowie chwalić się pięknem bezkrytycznych sag… Tylko Polakom nie wypada cieszyć się przeszłością. U nich to zaraz egzaltacja… megalomania… Dzisiaj im zabronione… Za późno wzięli się do inkaustu, by sami po swojemu spisywać na pergaminie pradawną cześć. Woleli niemo broczyć krwią, zaś krew wsiąka w ziemię bez śladu, i nieprawda, że utrwala się czerwienią maków. Dla pokonanych — za późno!
Dziś! Dziś! Dziś! Ważne dla tych, którzy komenderują dniem dzisiejszym. Nieprawda! Nie za późno! Dla człowieka, który nie wie, czy dojdzie dzisiaj żywy i wolny do domu, inaczej liczą się wieki. Czasami na wspak. Gdy rzeczywistość jest musem, odwraca oczy od obcego wzoru i wpiera się piętami w przeszłość, by wytrwać na swym miejscu, by naprężyć się do odskoku ku własnej przyszłości. Nie za późno i dziś na polską sagę. Już ją słyszę, już widzę. Działo się to, wierzajcie, tak samo prawdziwie, jak prawdziwy jest przydomek „Zabijacz Wendów” nadany Olafowi Tryggvasonowi po Svolde przez nordyckich pieśniarzy. Ja napiszę o Wendach, którzy na swoim morzu zniszczyli piękną drużynę wikingów, a ich królowi, dzielnemu Olafowi, podali rękę, gdy tonąc prosił niebo o ratunek…
Wolno było o Wendach Burisleifa śpiewać skaldom, co im dogadzało, wolno i mnie, potomkowi tych Wendów, pisać o wikingach-sąsiadach tak, jak ich przypomina oddech polskiej ziemi…
„Niech moja sztuka budzi krzepiącą miłość a nie osłabiającą wzgardę dla przeszłości własnego narodu”. Podobnie rozmyślałem, postanawiając nazwać komponowaną powieść o namiestniku Broniszu właśnie „Sagą o jarlu Broniszu”.
W studenckich czasach (1923 r.), gdy ze wspaniałej „Genealogii Piastów” Oswalda Balzera dowiedziałem się o istnieniu Sigrydy Dumnej, zgorszyłem się, że nic mnie o niej nie uczono w szkołach. Jak przed wiekami, tak i nadal niańki opowiadały dzieciom o Wandzie, co nie chciała Niemca i dlatego popełniła samobójstwo, topiąc się w Wiśle. Usypano jej za to kopiec pod Krakowem. A Sigrydę Dumną zagubiono w przepaści zapomnienia. Nieprawdopodobne to, a jednak prawdziwe. Już wtedy mocno zwątpiłem w sens naszych historii. Dopiero parę lat później, po skończeniu prawa, miałem możność w Paryżu, na Sorbonie, zająć się poważniej Średniowieczem. Zbierałem, gdzie się dało, źródła i materiały do interesującej mnie epoki. Objawieniem okazał mi się atlas prasłowiańskiej wyspy Rugii-Rany księdza Stanisława Kozierowskiego. Powoli temat rozrastał się i dojrzewał, aż zabrałem się podczas wojny do opracowania powieści.
Dla ułatwienia polskiemu czytelnikowi lektury Sagi, która jest powieścią-klechdą o niepowszednim w naszej literaturze wątku skandynawskim, przydałem po zakończeniu „Roku tysiącznego” komentarz historyczny.

WPROWADZENIE
Tam gdzie rzeka Odra wpływa do Bałtyku, w Zatoce Szczecińskiej, odgradzając ją od głębin morskich, leży wyspa Wołyń (Wolin). Na południowym cyplu owej wyspy, przy Dziwnoujściu kwitło ongiś, i w dziesiątym wieku, ludne miasto słowiańskie, przez różnych różnie zwane, więc: Wołyniem, Wolinem, Jumną, Julinem, Winetą…
Wendyjskie, czyli słowiańskie grody pomorskie słynęły wówczas daleko ze swych bogactw, toteż niejeden ko-nung-zdobywca marzył o ich podboju. Około 970 roku udało się duńskiemu królowi Haraldowi Sinozębemu opanować pomorski brzeg. Chcąc utrwalić swą władzę nad słowiańskimi grodami Zatoki Szczecińskiej, założył on pod miastem Wołyniem, na Srebrnym Wzgórzu, jak podają sagi, warownię Jomsborg. W Jomsborgu osadził król Harald swego jarla, czyli namiestnika, imieniem Palnatoke, z drużyną morskich rycerzy, zwanych wikingami. Palnatoke nadał swojej drużynie jomsborskiej szczególną konstytucję. Członkiem jej mógł być tylko mężczyzna od piętnastego do pięćdziesiątego roku życia, taki, który ni
gdy nie ustąpił pola równemu siłą wrogowi. Członkostwo kobiet było wykluczone; obraza słowna, donosicielstwo i protekcja między towarzyszami — wzbronione; przebywanie poza murami warowni bez wiedzy jarla dłużej niż trzy dni — zakazane. Wszystkich obowiązywała solidarność we wszystkim. Łupy wojenne dzieliło się wedle losu albo sprzedawało, a uzyskane ze sprzedaży pieniądze szły na wspólne potrzeby. Za przekroczenie onych praw wyrzucano z pohańbieniem ze Związku.
Wikingowie Palnatokego nazywali siebie „Bractwem jomskim”, we świecie zaś, daleko, zasłynęli wkrótce pod nazwą „Jomskich zbójców”, tacy byli waleczni i okrutni zarazem, chciwi sławy, łupów i zwycięstwa. Z warownego Jomsborga wypływali na zwrotnych łodziach i zapuszczali się w głąb zatok, wiosłowali w górę rzek, ściągając z ziem podległych Danii haracze, a niepodległych i opornych zwalczając, rabując i gwałcąc.
Potężny wśród ówczesnych Słowian Mieszko, władca Polski, ukrócił wreszcie ten normański rozbój na Bałtyku. Całe Pomorze wraz z Zatoką Szczecińską zawojował, twierdzę Jomsborg opanował, a jarla Palnatoke przymusił do wiernej służby dla rodu Piastów. Mieszko, ubezpieczając się dalekosiężnie przeciwko Duńczykom, zawarł sojusz ze Szwecją, dając za żonę królowi szwedzkiemu, Erykowi, swą urodziwą córkę Świętosławę, której imię dla łatwiejszej wymowy Normanowie zmienili, nazwawszy ją Sigrydą. Wsparty sojuszem z Polską król szwedzki Eryk najechał Danię, poddał ją władzy swoich jarlów, a wojowniczego króla duńskiego, Swenda Widłobrodego (syna Haralda Sinozębego), wygnał z ojczyzny.
W Jomsborgu po śmierci Palnatokego rządził parę lat z ramienia Mieszka, jako polski jarl, Olaf Tryggvason, bezdomny królewicz norweski, najsłynniejszy, obok Swenda Widłobrodego, wiking Północy. Miłował Olaf piękną Sigrydę, królową Szwecji, i dla niej to, strzegąc jej polskiego wiana na grodach pomorskich, ślęczał w Jomsborgu. Zbrzydziwszy sobie beznadziejną służbę dla dumnej królowej, Olaf opuścił wreszcie Jomsborg i na czele własnej drużyny wikingów pożeglował na morza dalekie w poszukiwaniu nowych przygód i zdobyczy. Najeżdżał wyspy bałtyckie, docierał do Grenlandii, rabował Anglię i Irlandię, a marzył wciąż o zdobyciu norweskiego tronu, na którym siedział zabójca jego ojca, znienawidzony przez wielu Norwegów tyran, jarl Haakon.
Po odejściu z Jomsborga Olafa rządził tu z kolei Sigvaldi, doświadczony i ambitny wiking. Nie był on zbyt popularny wśród towarzyszy, gdyż ciążyła na nim odpowiedzialność za przegraną dawniej bitwę, nie nosił też tytułu jarla. Nadzorczą władzę nad nim i nad Jomsborgiem sprawował z ramienia Bolesława polskiego, jako jego namiestnik do spraw pomorskich, młody a surowych obyczajów rycerz imieniem Bronisz, Bronisz był krewnym Piastów i pochodził ze starodawnego rodu kujawskich kmieci-kneziów. Przyjaźnił się od młodych lat z Olafem Tryggvasonem i z Dzikiem, potomkiem królewskiego rodu władców słowiańskiej wyspy Rany (Rugia) na Bałtyku.
Jest rok 995. W Polsce rządzi niepodzielnie Bolesław Chrobry, którego Normanowie zwą Burisleifem, konungiem Wendów, czyli Słowian. W Niemczech panuje król, a jednocześnie cesarz rzymski, młody Otto III, przyjazny Bolesławowi. W Szwecji — król Eryk, żonaty z siostrą Bolesława, Świętosławą-Sigrydą. Na Węgrzech — książę Gejza, żonaty z Adelajdą, przyrodnią, starszą siostrą Bole sława i Sigrydy. W Czechach — Bolesław II, Przemyślida, wuj Bolesława Chrobrego i Sigrydy. W Norwegii włada jarl Haakon wraz z synami, nie pochodzący z królewskiego rodu. Królem Danii jest Swend z przydomkiem Widłobrody. Walczy on o wyzwolenie swego kraju spod jarzma szwedzkiego. Na Rusi włada Włodzimierz Wielki, zwany przez Normanów, czyli przez ludy skandynawskie, Waldemarem.
Nowości  

Bestsellery  

Zapowiedzi  

Wydawnictwo | Aktualności | Partnerzy | Media o nas | Wydaj u nas | Kontakt | Regulamin zakupów | Katalog książek | Katalog autorów
Copyright © Wydawnictwo Replika 2012-2013

gir@ffe